niedziela, 30 kwietnia 2017

120. "Kobiety ciężkich obyczajów"



Autor: Natasza Socha
Tytuł: „Kobiety ciężkich obyczajów”
Wydawnictwo: PASCAL
Ilość stron: 384


„Kobiety ciężkich obyczajów” Nataszy Sochy to kolejna książka autorki, którą miałam okazję przeczytać i która już od samego początku przypadła mi do gustu sprawiając, że nie mogłam się od niej oderwać do momentu przeczytania jej ostatniej strony. Jest to trzecia i ostatnia część cyklu „Matki czyli córki”. Wzrok przykuwa już sama okładka, która ukazuje kobietę w masce. Nadaje ona książce nastrój tajemniczości i wzbudza zainteresowanie czytelnika. Podobnie jak tytuł, który ciekawi, intryguje i sprawia, że nie można przejść obok niej obojętnie.

Powieść przedstawia dwie kobiety i dwie historie, które różnią czasy, w jakich przyszło im żyć. To opowieść o losach prababki i prawnuczki, tak różnych, a jednocześnie tak do siebie podobnych. Kwiryna mieszka w przedwojennej Warszawie  marząc o zawodzie pielęgniarki. Jednak wydarzenia pewnego dnia sprawiają, że musi ona zmienić swoje życiowe plany. Razem z przyjaciółką, szantażowana przez nieznajomego mężczyznę, aby spłacić dług zostaje luksusową prostytutką. Natomiast Kira- prawnuczka Kwiryny odziedziczyła po niej nie tylko różnobarwność tęczówek, ale również sposób, w jaki traktuje ona mężczyzn. Uwielbia zdobywać i być zdobywaną. W szczególności poluje na mężczyzn pozostających w tych udanych i szczęśliwych związkach. Czy Kira zrozumie swój błąd? Jak dalej potoczą się jej losy?

„Kobiety ciężkich obyczajów” to niezwykle wciągająca historia o kobietach, które nie zawahają się przed niczym, aby zdobyć mężczyznę, który staje się obiektem ich pożądania. To historia o kobietach, które robią w życiu to, co im się podoba, nie licząc się z opinią społeczeństwa. To one dyktują warunki, na których opiera się związek i zawsze dostają to, czego chcą. 

W swojej powieści Natasza Socha ukazuje nam barwny, plastyczny obraz przedwojennej Warszawy, jej obyczajów, uroków, nędzy, przedstawiając życie, jakie wiedzie Kwiryna. Nie zawsze bywa ono łatwe. Jedna niewłaściwa decyzja, może zniszczyć wszystko.

W umiejętny sposób autorka łączy w sobie przeszłość oraz teraźniejszość. Przeplatają się tutaj dwie historie prababki oraz prawnuczki, uświadamiając nam, że nie zawsze można zapomnieć o przeszłości bliskich nam osób, a historia często zatacza koło. Zarówno Kwirynę, jak i Kirę łączy silna osobowość, odwaga i niezłomność w dążeniu do raz postawionego sobie celu. 

Akcja powieści jest wartka, dynamiczna, zaskakuje i wciąga w swój świat czytelnika już od pierwszych stron. Lekki styl autorki sprawił, że książkę czytałam z wielką przyjemnością. Znajdujemy w niej wiele ciekawych dialogów, przepełnionych humorem oraz emocjami. 

Bohaterowie są doskonale wykreowani. Każda z postaci posiada własne indywidualne cechy, które wyróżniają ją spośród innych. Posiadają zarówno wady, jak i zalety. To sprawia, że szybko zapadają w pamięć czytelnika.

Podsumowując „Kobiety ciężkich obyczajów” to opowieść o kobietach, ich skomplikowanej naturze oraz relacjach, jakie łączą je z płcią przeciwną. To historia przepełniona zdradą, zbrodnią i zemstą, które znajdują swoje konsekwencje w przyszłości. Po raz kolejny autorka urzekła mnie nietuzinkową fabułą, oryginalnymi postaciami oraz stylem, który sprawił, że powieść czytałam z wielką przyjemnością.
Polecam i zachęcam do lektury.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję autorce oraz Wydawnictwu PASCAL.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Oliwia Szadowska [Wywiad]



Razem z Michaliną z bloga Papierowy bluszcz zapraszam na wywiad z Oliwią Szadowską- autorką „Szkoły Aniołów” oraz „Drugiej strony Anioła”. Życzymy przyjemnej lektury :)

 
1.Od czego/jak zaczęła się Pani przygoda z pisaniem?

Moja siostra zawsze bardzo lubiła czytać. Od dziecka siedziała z nosem w książkach. Absolutnie jej nie rozumiałam. Od gimnazjum nasze role się odwróciły. Zaczęłam czytać coraz więcej. Pewnego dnia pożyczyłam od mojej przyjaciółki audiobook. Takie typowe romansidło pomieszane z fantastyką dla młodzieży. Byłam zachwycona samą książką, ale parę wątków mi się nie podobało. Słysząc, jak Anna …. Czyta kolejne rozdziały, pomyślałam, że super by było, zmienić parę rzeczy. Zaczęłam więc tworzyć własną wersję historii z tej książki. W końcu, przerodziło się to w kilkanaście rozdziałów. Jednak nie podobały mi się one absolutnie. Skasowałam wszystko co napisałam i zaczęłam od nowa pisać coś, co dzisiaj można znaleźć pod hasłem „Szkoła Aniołów”. Tak to się właśnie zaczęło.

2. Skąd czerpie Pani pomysły na swoje historie?

Głównie z życia i z głowy. Przez ponad cztery lata dojeżdżałam do Łodzi komunikacją miejską. Tam nauczyłam się obserwować ludzi i wymyślać ich historie. Dużo historii jednak przychodzi mi po prostu do głowy. Po prostu je mam.

3. Czy historia Ann doczeka się kontynuacji?

Na pewno doczeka się innej wersji. Kupidyn ma w tej historii jeszcze dużo do powiedzenia i z pewnością opowie jeszcze czytelnikom swoją wersję wydarzeń. Ale historia Ann jest raczej skończona i nie przewiduję następnych części. ;)

4. Wierzy Pani w anioły?
Oczywiście, że tak. Wiara w nie pomogła mi napisać tę książkę. Wiem, że każdy ma swojego Anioła Stróża, który jest przy nim 24 godziny na dobę. Wiem też, że są Aniołowie w niebie, którzy wielbią Boga non stop. No i oczywiście Szatan i jego poplecznicy – demony. Najgroźniejsze istoty o jakich kiedykolwiek słyszałam. Są tak groźne głównie dlatego, że ludzie w nie nie wierzą. Tak naprawdę to są jedyne Anioły, w które wierzę i które pojawiły się w mojej książce. Reszta postaci jest wymysłem mojej wyobraźni.

5. Skąd pomysł na napisanie książki, w której główne role odgrywają aniołowie?

Z zafascynowania innymi książkami o tematyce Aniołów. Mam dosyć bujną wyobraźnię, a Anioły to temat, w którym ona może się naprawdę popisać. Czytając inne powieści, zauważyłam, że każdy inaczej wyobraża sobie Anioły i przedstawia je w innym świecie. Dlaczego więc nie umieścić by ich w naszym i nadać im całkowitej tajemniczości?

6. Czy posiada Pani jakieś cechy wspólne z Ann, główną bohaterką drugiej strony Anioła?

Nie, absolutnie nie. Postać Ann była wzorowana na mojej przyjaciółce. Siebie i swoje cechy z okresu dojrzewania ukryłam pod postacią Lilki.
 
7. Czy wiąże Pani swoją przyszłość z pisaniem, czy traktuje je jako hobby?

Bardzo bym chciała, aby ludzie czytali moje książki i wyciągali z nich to, co najlepsze, czyli moje mądrości życiowe, którymi się dzielę w moich powieściach. Nigdy nie chciałam zajmować się tylko pisaniem, chociaż nie ukrywam, że gdyby miało to stanowić moją docelową pracę też bym nie narzekała. :D Zawsze jednak marzyłam o byciu nauczycielką matematyki.

8. Druga strona anioła to Pani druga książka. Jak wspomina Pani swój debiut? Czy uczucia mu towarzyszące były takie same jak przy wydaniu historii Ann?

Bardzo długo ukrywałam fakt, że wydaje książkę. Moi rodzice dowiedzieli się dopiero w momencie, kiedy musieli wydać zgodę na wydanie, bo byłam niepełnoletnia. Bałam się krytyki ze strony wszystkich, bo sama nie byłam zachwycona z powieści. Czytając później opinie na temat „Szkoły Aniołów”, bardzo przejmowałam się, czy czytelnikom podoba się moje pisanie. Tym razem byłam spokojniejsza. Nie przeżywałam już tak bardzo opinii obcych ludzi i byłam pewniejsza samej siebie. Książka „Druga Strona Anioła” jest już dużo dojrzalsza od swojej poprzedniczki i bardziej przemyślana. Cieszyłam się więc, gdy w końcu dostałam pierwsze egzemplarze do ręki. Mam nadzieję, że spodoba się ona również młodym ludziom.

9. Jaka prywatnie jest Oliwia Szadkowska?

Ciężkie pytanie. Prywatnie jestem lekko szaloną i nienormalną marzycielką. Lubię wyzwania i rzeczy niemożliwe. Bóg odgrywa w moim życiu bardzo istotną rolę. Jestem Mu posłuszna i dzięki temu szczęśliwa. Uważam się za bardzo szczęśliwą osobę, której bardzo niewiele potrzeba do tego szczęścia.

10. Co robi Pani w wolnym czasie, kiedy nie pisze? Posiada Pani jeszcze inne pasje/ zainteresowania?

Kiedy nie piszę, to śpię lub rozwiązuję sudoku. No a przede wszystkim czytam Do tego wszystkiego uwielbiam jeść. :D Bardzo lubię spędzać czas z moim chłopakiem – najcudowniejszym mężczyzną na świecie, robiąc cokolwiek – oglądając film, rozmawiając, chodzić do kina, na zakupy, chodząc do restauracji, gotując mu… z nim mogę robić wszystko. Ale spędzam czas również z moimi przyjaciółmi, których po prostu uwielbiam.

11. Jakim mottem kieruje się Pani w życiu?

 Żadnym. Nie mam żadnego konkretnego, wytyczonego motta. Od czasu do czasu wpada mi do głowy i zostaje na dłużej jakaś konkretna myśl, która pomaga mi kształtować mój charakter. Teraz na przykład od dłuższego czasu moje „motto”, to: „Spróbuj chociaż raz wyolbrzymić szczęście zamiast problemu.”

12. Pani największe marzenie jako pisarki to...

Oczywiście napisać książkę, która zmieni czyjeś życie bądź myślenie.

13. Książka, która ostatnio zrobiła na Pani duże wrażenie to...

Ostatnio nic nie wywarło na mnie ogromnego wrażenia, ale kiedyś czytałam „Posłańca” oraz „Złodziejkę książek” Markusa Zusaka i są to jedne z moich ulubionych książek, które polecam każdemu. 

14. Czy wyobraża Pani sobie swoje życie bez pisania?

Tak, ale na pewno byłoby ono dużo mniej kolorowe, a moja głowa pewnego dnia po prostu by pękła z nadmiaru pomysłów.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

119. "Dziewczyna z Dzielnicy Cudów"



Autor: Aneta Jadowska
Tytuł: „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów”
Wydawnictwo: SQN
Ilość stron: 314



„Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” Anety Jadowskiej to pierwsza powieść autorki, którą miałam okazję przeczytać. Intrygujący tytuł, który rozbudza ciekawość czytelnika oraz okładka, która przykuwa wzrok i zachęca do lektury. Całość jest pięknie wydana i wzbogacona dodatkowo ilustracjami.

Główną bohaterką jest trzydziestoletnia Nikita, która przybiera różne role, a co za tym idzie imiona. Jest ona córką płatnej zabójczyni Ireny oraz szaleńca Ernsta. Pragnie ona od życia tylko jednego, nie chce pójść w ślady rodziców. Z Dzielnicy Cudów- miejsca, które utknęło w 1936 roku, zostaje uprowadzona piosenkarka z klubu Pozytywka. Sprawą tą zajmuje się Nikita, która za wszelką cenę chce odnaleźć dziewczynę. Co tak naprawdę się kryje za zniknięciem dziewczyny? Jaką tajemnicę skrywa jej partner Robin?

„Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” to niezwykle oryginalna historia. Przedstawia ona dwa miasta Warsa oraz Sawę słynące z przemocy i niebezpieczeństwa. Są one przepełnione magią oraz magicznymi stworzeniami. Interesującym miejscem jest również Dzielnica Cudów. Jest to miejsce, które utknęło w 1936 roku za sprawą magii. Po ulicach jeżdżą tutaj dorożki, technologia jest słabo rozwinięta, a mechaniczne pojazdy, jakie tutaj docierają, ulegają zepsuciu. Magia wybiera osoby, którym pozwala zamieszkiwać ten obszar, likwidując tych niewłaściwych.

Na kartach książki znajdujemy wiele ciekawych postaci, świetnie wykreowanych przez autorkę. Niewątpliwie ciekawość budzi Robin- partner Nikity z tajemniczą przeszłością, niewiele pamięta on z dotychczasowego życia. Ciekawe zjawisko stanowi czkawka i jej konsekwencje.

Bardzo dużo fragmentów poświęconych zostało życiu głównej bohaterki. Znajdujemy tutaj wiele przemyśleń dotyczących jej ojca oraz krzywdy, jaką jej wyrządził. Akcja, początkowo wolna i monotonna, z czasem nabiera większego rozpędu. Brakowało mi tutaj dynamizmu oraz nagłych zwrotów akcji, które przykułyby moją uwagę. Znajdujemy wiele opisów, które nie każdemu przypadną do gustu. Poznajemy uczucia i przeżycia głównej bohaterki.

Podsumowując „Dziewczyna z dzielnicy cudów”  to nietuzinkowa opowieść, barwne i plastyczne postacie oraz oryginalne miasta, obfitujące w wiele ciekawych stworzeń i magicznych zjawisk. Poznajemy historię kobiety, przybierającej różne role oraz imiona. Bywa ona Nikitą, Erynią, płatną zabójczynią, zawsze jednak pozostaje ona dziewczyną, która nie chce iść w ślady rodziców i popełnić ich życiowych błędów.

Pomimo niewielkich zastrzeżeń powieść polecam i zachęcam do lektury.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu SQN.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Diane Rose [Wywiad]



Wraz z Michaliną z bloga Papierowy bluszcz zapraszam na wywiad z Diane Rose. Autorka debiutowała 6. kwietnia powieścią Carpe diem, którą już pokochali polscy czytelnicy. Chcecie bliżej poznać Diane? Zapraszam więc do zapoznania się z wywiadem…

  
1. Skąd wziął się pomysł na Carpe diem, na historię Rosalie? Nie jest to bowiem przesłodzona powieść młodzieżowa, porusza w niej Pani ważne i trudne tematy, czy nie obawiała się Pani tego, jak powieść zostanie przyjęta przez czytelników?

Oglądałam jeden z odcinków serialu „Dr House”, nie pamiętam nawet, który to był sezon. W tym odcinku była dziewczyna po przeszczepie serca, po obejrzeniu odcinka zaczęłam zastanawiać się jak wygląda życie „przed przeszczepem”. Szukając informacji natrafiłam na przewodnik dla pacjentów pochodzący z kliniki w Zabrzu. Dowiedziałam się z niego, że przeszczep serca proponuje się osobom, które mają 50% na przeżycie dwóch kolejnych lat. W tym momencie już wiedziałam jak będzie wyglądać historia Rosalie i Daniela.

Obawiałam się tego czy czytelnicy dostrzegą w tej książce coś więcej niż naiwną historię miłosną, których teraz wiele na rynku. Nie byłam pewna czy udało mi się przekazać to co chciałam, a więc „carpe diem” w najczystszej postaci, jednak już po pierwszej pozytywnej recenzji wiedziałam, że będzie dobrze.

2. Dlaczego nie zdecydowała się Pani na wydanie powieści pod swoim imieniem i nazwiskiem, a skorzystała Pani z pseudonimu? I skąd pomysł na taki, a nie inny?

Jestem młoda, nie wiem jeszcze co będę robić w życiu. Nie ukrywam swojego wizerunku jakoś specjalnie, moje nazwisko również nie jest tajemnicą, po prostu wolę się z nim nie afiszować. Co do pseudonimy to od jakiegoś czasu w sieci istnieję jako Diane Rose, tak po prostu zostało.

3. Diana Rose prywatnie jest…

zdrowo szurnięta, ma milion pomysłów na minutę, wbrew pozorom zorganizowana, uwielbia wszystko obsesyjnie planować najlepiej ze sporym wyprzedzeniem.

4. Jest Pani studentką prawa. Co skłoniło Panią do wyboru takiego kierunku studiów?

Od gimnazjum wiedziałam, że chcę iść na studia prawnicze. Co prawda bywały krótkie momenty, w których byłam rozdarta i zastanawiałam się czy to dobra decyzja, ale tak czy tak wybrałam prawo. Pomyślałam, że się sprawdzę w tej dziedzinie, że będę mogła komuś pomóc, samo prawo również mnie fascynowało. Teraz kończę studia i chociaż w ciągu tych pięciu lat niejednokrotnie marudziłam, to i tak nie wybrałabym innego kierunku, nie widzę siebie studiującej coś innego.

5. W blogosferze jest Pani obecna od niespełna 3 lat, jak zaczęła się ta przygoda, co pchnęło Panią do założenia bloga?

Chciałam się zmotywować do czytania większej ilości książek, poznać ciekawe osoby o podobnych zainteresowaniach do moich. Założenie bloga to był po prostu impuls.

6. Jako recenzentka dość krytycznie traktuje Pani pisarzy. A jak oceniłaby Pani swój debiut?

To wredne pytanie, wiesz? (śmiech). Faktycznie krytycznie traktuję pisarzy, szczególnie debiutantów. A co Twojego pytania… myślę, że jestem dla siebie najlepszym krytykiem. Z jednej strony cały czas siebie chwalę, ale szybko również sprowadzam siebie na ziemię.

Z „Carpe diem” jestem dumna. Uważam, że to dobra książka, wyróżnia się na polskim rynku wśród innych powieści z gatunku NA, chociaż zbudowałam ją na schemacie (i zrobiłam to z czystą premedytacją) to i tak udało mi się od niego uciec. Mimo wszystko nie ustrzegłam się wielu błędów, które popełnia wielu debiutantów. Gdybym sama miała sobie wystawić ocenę od 1 do 10, to dałabym sobie coś pomiędzy 6-7.

7. Czy wydanie książki w jakiś sposób zmieniło Pani życie?

Na pewno w jakiś sposób zmieniło moje życie, ale jeszcze nie dostrzegam tych zmian. Na dzień dzisiejszy poznałam bardzo wiele życzliwych osób, nie tylko w blogosferze, ale także poza nią. Mam więcej motywacji do pisania kolejnych powieści, bo wierzę, że może coś z tego być. Spełniło się też jedno z moich marzeń, wierzę więc w spełnienie kolejnych. Myślę jednak, że prawdziwe zmiany dostrzegę dopiero po dłuższym czasie.

8. Jakie to uczucie dostać „zielone światło” od Wydawcy i oczekiwać wyznaczenia daty premiery?

Tragiczne (śmiech). Nie wierzycie? Jestem osobą, która lubi mieć od razu wszystko „czarno na białym”, oznaczone konkretnymi terminami i zadaniami do zrobienia, które po prostu krok po kroku się realizuje. Natomiast wydawanie książek takie nie jest. Najpierw był telefon z wydawnictwa i oczywiście ogromna radość, później kilka miesięcy czekania na umowę, podpisanie umowy i ponownie ogromna radość, a następnie kolejne miesiące oczekiwania na wyznaczenie daty premiery.

Cóż…dostanie „zielonego światła” od wydawcy jest niesamowitym przeżyciem. Ktoś uwierzył w naszą książkę i daje nam szansę, jednak jak zwykle życie weryfikuje wiele kwestii i od „zielonego światła” do wydania książki mija sporo czasu, u mnie ponad rok. Myślę, że po drodze ta radość gdzieś się ulatnia, a przynajmniej tak było w moim przypadku, powróciła dopiero po zobaczeniu efektu końcowego, kiedy uwierzyłam, że naprawdę wydałam powieść.

9. Jakiej rady udzieliłaby Pani osobie, która marzy o wydaniu książki?

Wysłałeś propozycję do wydawnictwa i nie otrzymałeś odpowiedzi? Teraz klniesz na czym świat stoi i uważasz, że winne są wydawnictwa, bo nie dostrzegają Twojego talentu? Moja rada: zmień podejście. Zanim „Carpe diem” zostało wydane, rozesłałam je w wiele miejsc i nikt się nie odezwał. Poprawiałam je kilkukrotnie zanim czytelnicy zobaczyli efekt końcowy. Myślę, że trzeba próbować do skutku i cały czas poprawiać powieść, oczywiście jeśli wierzy się w jej wydanie. Czasem może po prostu trzeba spróbować napisać coś innego.

10. Jak wyobraża sobie Pani siebie za 10-15 lat?
Chyba nie wyobrażam (śmiech). Jeszcze nie wiem jak poukładają mi się wszystkie moje plany życiowe. Chciałabym siebie jednak widzieć w jakiejś stabilizacji - rodzinnej, finansowej, zawodowej.

11. Czy chciałaby Pani w przyszłości napisać książkę w duecie? Jeśli tak, to z jaką pisarką/pisarzem chciałaby Pani to zrobić?

Bardzo chciałabym kiedyś napisać książkę w duecie. To musi być bardzo ciekawe przeżycie. A z kim? Nie mam pojęcia. K.N.Haner, co Ty na to? :D

12. Pani największe marzenie jako pisarki to…

wydać mnóstwo powieści, które ktoś będzie czytał ;)

13. Rosalie jest osobą, która żyje pełnią życia, biorąc z niego jak najwięcej. Niczego nie planuje, a decyzje podejmuje spontanicznie. Czy posiada Pani z nią jakieś cechy wspólne?

Nie (śmiech). Wielu znajomych wmawia mi, że jestem ja Rose, to nieprawda. Wspólne jest to, że studiujemy prawo, lubimy herbatę truskawkową i tyle, na tym podobieństwa się kończą. Być może obie jesteśmy pozytywne, ale ja wszystko planuję, w moim życiu niewiele jest spontaniczności, a u niej jak wiadomo czytelnikom całkiem sporo. Ona ma brata, ja jestem jedynaczką, ona nie ma rodziców, ja mam wspaniałych rodziców. Budowałam ją trochę na zasadzie przeciwieństw.

14. Rosalie otacza się oddanymi przyjaciółmi, którzy są z nią zarówno w zdrowiu, jak i chorobie. Czym dla Pani jest przyjaźń i jaką rolę odgrywa w Pani życiu?

Przyjaźń jest ważna w moim życiu, podobnie jak rodzina. John Donne powiedział kiedyś, że: Żaden człowiek nie jest samoistną wyspą; każdy stanowi ułomek kontynentu, część lądu. Jeżeli morze zmyje choćby grudkę ziemi, Europa będzie pomniejszona, tak samo jak gdyby pochłonęło przylądek, włość twoich przyjaciół czy twoją własną. Śmierć każdego człowieka umniejsza mnie, albowiem jestem zespolony z ludzkością. Przeto nigdy nie pytaj, komu bije dzwon: bije on tobie. Myślę, że miał rację. Nie jesteśmy w stanie żyć bez innych ludzi.

15. Czy zdarza się Pani wybierać książki po okładce?

Bardzo często.

16. Dotychczas to Pani oceniała książki innych autorów, teraz to Pani książka jest oceniana. Jakie emocje i uczucia towarzyszą takiemu odwróceniu ról?

Dziwne, zabawne, przerażające. Przez bardzo długi czas nie czułam się pisarką, nadal się nie czuję. Był jednak taki moment, kiedy inni recenzenci zaczęli oceniać moją powieść dotarło do mnie, że już nie jestem tylko recenzentką, bo oprócz tego też pisarką, nie tylko ja oceniam, bo i mnie teraz oceniają. Czasami dziwnie czuję się w tej podwójnej roli.

17. Książka, która ostatnia wywarła na Pani duże wrażenie to…

„Małe wielkie rzeczy” Jodi Picoult (http://www.recenzjezpazurem.pl/2017/04/jodi-picoult-mae-wielkie-rzeczy.html). Moim zdaniem to bardzo ważna książka, niezwykła i opowiadająca o bardzo trudnym temacie rasizmu z wielu punktów widzenia.

18. Jakie motto towarzyszy Pani w życiu?

Oczywiście „carpe diem”, to wspaniałe przesłanie, a jeszcze lepsze jest w nim to, że każdy może je rozumieć na swój własny sposób.

19. Do czytelników dotarły już słuchy, że kontynuacji losów Rose nie będzie. Czy zdradzi Pani choć odrobinkę o czym będzie kolejna książka, którą planuje Pani wydać?

W zasadzie zaczęłam pisać kontynuację „Carpe diem”, to było jakiś rok temu. Myślę jednak, że ta historia powinna się skończyć tam gdzie się skończyła. Może kiedyś do niej wrócę, ale jeszcze nie teraz…

Co do kolejnych książek, mam aktualnie dwie pozycje. Jedna z nich to powieść obyczajowa z kryminalnym tłem, a druga to komedia kryminalna. Myślę, że długo będę poszukiwać swojego gatunku. Zobaczymy co tego wyjdzie.